INSIDE SEASIDE 2025 DZIEŃ DRUGI

INSIDE SEASIDE 2025 DZIEŃ DRUGI

W drugim dniu Festiwalu Inside Seaside 2025 skupiłam się na wydarzeniach muzycznych, jednak w pierwszej kolejności wysłuchałam rozmowy z Kasią i Maćkiem Stuhrami oraz Olga Kamińską, prowadzoną przez Marcina Klimkowskiego. Najprościej ujmując, rzecz była o miłości. Trochę na poważnie, trochę żartobliwie. Ciekawie.

 

Jako pierwszy na Gdańsk Stage wystąpił zespół Cinnamon Gum. Muzyka zabrzmiała bardzo autentycznie. Charakteru i wyrazistości na scenie nadawały analogowe instrumenty, sekcja dęta oraz aranżacje funkowo- soulowe. Atmosfera na koncercie była dynamiczna. Publiczność była wciągana w rytm, ruch a muzycy prezentowali się z pasją i pewnością. Wizualny i dźwiękowy klimat lat 60 – tych i 70 – tych został dobrze przeniesiony.

 

Na Ergo Hestia Theatre Stage dał świetny koncert trio Matylda/Łukasiewicz. Ciągle występują z repertuarem ze swojej pierwszej płyty „Matka”, ale zapowiedzieli następną i wykonali nowe kawałki. Ich wysoki profesjonalizm jest niezaprzeczalny a głos Matyldy Damięckiej dosłownie wbija w fotel. Dopracowali ten program do perfekcji. Skromny wymiar wydarzenia bez dodatkowych efektów specjalnych pozwolił na głębszy odbiór i pewną intymność w relacji wykonawca – publiczność, zwłaszcza, że artyści podejmują tematy społeczne, zapraszające do refleksji.

 

Kolejnym metafizycznym przeżyciem był występ Natalii Przybysz na Gdańsk Stage wraz z grupą doskonałych muzyków. Mimo, że występ odbywał się na dużej scenie, odnosiło się wrażenie kameralności. Tutaj wszystko opierało się na jakości muzycznej – instrumenty, aranżacje i emocje. I do tego głos Natalii Przybysz – mocny, osobisty. Doskonale zbudowana dramaturgia od momentów intymności i ciszy, w których Natalia była w bliskim kontakcie z odbiorcami, do momentów bardziej ekspresyjnych, przy których publiczność mogła wesprzeć wspólną energię. Mnie najbardziej przypadł do gustu numer z repertuaru Billie Eilish, który artystka wykonała o niebo lepiej.

 

I przyszła kolej na kolejną ucztę na Ergo Hestia Theatre Stage, na co nie byłam kompletnie przygotowana. Baxter Dury zaskoczył mnie zupełnie. Pozytywnie. Jak przeczytałam artysta wcześniej skupiał się na narrative – indie. Teraz usłyszeliśmy elektronikę i taneczne formy. To był prawdziwy teatr a każdy utwór to opowiedziana historia. Dury wchodził w interakcję z publicznością, używał wielu gestów, pozowania, czasem prowokacji. Jego nonszalancja dała występowi dużo luzu. Cały zespół cechuje dopracowane brzmienie i dojrzałość wykonania. Dla mnie najlepszy koncert tej edycji.

 

Pełna emocji udałam się pod Gdańsk Stage, gdzie słuchacze mieli możliwość oglądania występu duetu The Kills. Zespół wykonał materiał nowszy a także swoje klasyki. Alison Mosshart była bardzo aktywna na scenie. Prawdziwy wulkan energii. Zaś Jamie Hince jako gitarzysta zwrócił uwagę na swoje partie : ostre, poszarpane riffy. Siła wykonania i osobowość artystów zrobiły tu swoje. Instrumentalnie i wokalnie pokazali spójność i wyrazistość brzmienia.

 

Następnie na  Ergo Hestia Theatre Stage mogliśmy wysłuchać występu King Gizzard & The Lizard Wizard i Polska Orkiestrę Filharmonii Bałtyckiej. Cały show miał charakter bardziej wydarzenia niż koncertu. Były momenty ciszy, napięcia, symfoniczne klimaty przechodziły w psychodeliczny, rockowy mrok i groźną energię. Publiczność miała okazje usłyszeć stare utwory w zupełnie nowym świetle. Zespół i orkiestra współgrały w dynamiczny sposób – momenty, gdy orkiestra dominowała były przerywane potężnymi riffami King Gizzard. Niezapomniany format.

 

W międzyczasie udało mi się na chwilę pójść pod scenę Alior Bank gdzie występował zespół The Pill. Był to intensywny, surowy, punk – rockowy show, działający głównie poprzez energię. Mobilizowały tłum.

 

Ostatnia gwiazdą wieczoru na Gdańsk  Stage był kultowy Franz Ferdinand. W tym roku wydali długo wyczekiwany album, z którego materiał przedstawili. Wrażenia były intensywne. Zespół po latach nadal brzmi silnie a doświadczenie nie oznacza rutyny. Ma w sobie pasję i luz. Zagrali oczywiście także swoje klasyki. Brzmienie było pełne a publiczność reagowała energicznie.

 

Ostatkiem sił dotarłam pod Ergo Hestia Theatre Stage aby wysłuchać Deadletter. To zespół brytyjski, post-punkowy. Potrafili stworzyć występ pełen energii, który nie ograniczał się do odtwarzania płyty. Były momenty improwizacji, zetkniecie z publicznością, dobry rytm. Artyści zaprezentowali nowoczesne podejście do post –punku. Saksofon, taneczne rytmy, surowe instrumenty dały zróżnicowane brzmienie.

 

To wszystko, co udało mi się usłyszeć i zobaczyć w ramach tegorocznego Inside Seaside. Jestem znów pod ogromnym wrażeniem rozmachu tego przedsięwzięcia.

 

Ze swej strony pragnę bardzo podziękować Organizatorowi za możliwość uczestnictwa w Festiwalu a także za doskonałą współpracę.

 

Peryskop Kultury

INSIDE SEASIDE 2025 DZIEŃ DRUGI Dowiedz się więcej »